Kukeri i Brodacze - cykl obrazów olejnych 2025-2026
Maski, dzwonki, futra, kolorowe wstążki. Taniec, śmiech i hałas, które od wieków mają ten sam cel – odpędzić złe duchy i zło, oczyścić przestrzeń, dać ludziom nadzieję i poczucie siły wspólnoty.
Mój nowy cykl olejnych obrazów wyrasta z refleksji nad tożsamością rozumianą jako proces, a nie jako przypisana z góry kategoria.
Tożsamość nie jest granicą ani definicją a raczej naturalnym ruchem, który powstaje z pamięci, doświadczeń zbiorowych, rytmu ciała, dźwięku, obrazu i powtarzalności gestów przekazywanych przez pokolenia.
Staram się badać obszar wspólnych korzeni kulturowych wychodząc z założenia, że podziały państwowe, administracyjne czy historyczne konflikty nie są w stanie wymazać tego, co ukształtowało nas znacznie wcześniej: wspólnej wyobraźni, symboliki, rytuałów i sposobów przeżywania świata.
Ziemie, które dziś należą do Polski, Ukrainy, Białorusi i Rosji europejskiej, przez wieki tworzyły ciągły obszar wymiany kulturowej, w którym rytuały, pieśni, maski, obrzędy przejścia i święta cykliczne funkcjonowały ponad podziałami. W tym sensie tożsamość, do której sięga artystka, nie jest narodowa, lecz wspólnotowa — oparta na podobieństwach doświadczeń, pracy z ziemią, cykliczności pór roku, relacji z naturą oraz obecności sacrum w codziennym życiu.
Spotkanie w kolorowym korowodzie tańca i śpiewu jakby fantastycznych postaci z realnych obrzędów od Bałkanów po ziemie Słowian: bułgarskich Kukeri, rumuńskiej Capry, serbskich i greckich przebierańców, polskich Dziadów Śmigustnych i Brodaczy ze Sławatycz.
Rytuały, które wydają się odległe od siebie geograficznie okazują się mieć jedno serce – wspólne przeżycie, które scala ludzi wokół ognia, muzyki i maski.
Każdego roku tuż przed Sylwestrem w Sławatyczach, nad rzeką Bug – na styku Podlasia i Polesia – ulice miasteczka opanowują Brodacze. To jedyny w Polsce tak żywy i unikatowy zwyczaj noworoczny.
Brodacze noszą maski z długimi brodami z lnu, futrzane czapy, pasy z dzwonkami i wojskowe płaszcze. Ich zadanie? Hałasować, tańczyć, straszyć i rozśmieszać, by przepędzić złe moce i przywitać nowy rok oczyszczoną, radosną energią.
Zwyczaj ma korzenie w dawnych obrzędach słowiańskich, a jego forma przetrwała przez stulecia jako wyjątkowa tradycja pogranicza kultur – łącząca elementy pogańskich rytuałów, kolędowania i wspólnotowej zabawy.
Dziś Brodacze to nie tylko lokalna atrakcja, ale też żywa lekcja o wspólnocie, pamięci i sile rytuału.
Nie są tylko przebierańcami. To strażnicy przejścia – między starym a nowym rokiem, między tym, co było, a tym, co dopiero nadejdzie. Hałasują, straszą i tańczą, by odgonić złe duchy i otworzyć przestrzeń dla światła, płodności i radości.
Życie jest snem, a rytuały są przeczuciem, że jesteśmy tu tylko na chwilę.
Na wschodzie, tam gdzie Ural wyznacza granicę kontynentów, zimowe i wiosenne obrzędy dawnych ludów mieszały się z prawosławną tradycją.
W Rosji i na Syberii pojawiali się koładnicy – przebierańcy w maskach zwierząt, którzy w dźwięku pieśni i skrzypieniu śniegu nieśli od domu do domu wróżbę pomyślności, a przez śmiech i hałas odganiali złe duchy nocy.
Tożsamość nie rodzi się w granicach państw.
Rodzi się w ziemi, w powtarzalnym geście, w dźwięku, który przechodzi z pokolenia na pokolenie. Obrzędy ludowe Słowian — od gór Uralu, przez Europę Wschodnią i Środkową, po Morze Czarne i Bałkany — są jednym z najtrwalszych świadectw tej ciągłości. Łączą ponad podziałami politycznymi, które są młode wobec rytuału.
Podobno najstarszym udokumentowanym i najszerzej rozpowszechnionym obrzędem na tych terenach jest Koleda (Koliada) — zimowy rytuał noworoczny i solstycjalny, poświadczony w źródłach pisanych już w średniowieczu (m.in. kroniki ruskie, kazania potępiające „pogańskie śpiewy”), a także obecny w ikonografii i folklorze całej Słowiańszczyzny. Koleda występowała i występuje w różnych formach: w Rosji europejskiej, na Ukrainie, w Polsce, na Białorusi, na Słowacji, w Rumunii i na Bałkanach. Jej rdzeniem są wspólne śpiewy, maski, pochody i życzenia pomyślności, związane z odrodzeniem światła.
Wszystkie te obrzędy łączy to samo: muzyka, dźwięk, wspólne działanie i przekonanie, że zło, chaos i śmierć można odpędzić razem. Nie są one rekonstrukcją — są żywą praktyką, przekazywaną mimo wojen, zmian granic i ideologii.
Dlatego obrzędy te łączą Polskę, Ukrainę, Rosję, Białoruś, Rumunię i Bałkany ponad podziałami. Są starsze niż państwa narodowe. Są świadectwem wspólnego pochodzenia i wspólnej pamięci Słowian.
Współcześnie, gdy granice znów stają się liniami konfliktu, te rytuały przypominają, że tożsamość wyrasta z korzeni, nie z map. A korzenie — jak ziemia — nie znają granic.











Komentarze
Prześlij komentarz